ChRL i media
27 05 2008Komentarze : Bez komentarzy
Tags : Chiny, ChRL, media, trzęsienie ziemi
Kategorie : polityka
Rysunek Nicholsona.
W zeszłym tygodniu mieliśmy wizytę z ChRL. Przyleciał pan profesor z serią wykładów z dziedziny językoznawstwa. Dokładne sprecyzowanie jego dziedziny jest nieistotne, gdyż wygłoszone referaty traktowały o tym samym: o wyższości chińskiego komunizmu nad zepsutym Zachodem. Czyli nie miało to nic wspólnego z dziedziną, w której ów naukowiec jest specjalistą.
Gdy już się zorientowałam, że wykład będzie stricte polityczny, postanowiłam ominąć treści wygłaszane i skupić się na reakcjach moich demokratycznych Tajwańczyków.
Na sali było troje białych: ja z byłego bloku komunistycznego i dwoje Amerykanów. Poza tym siedziało jeszcze około 10 tajwańskich profesorów. Jedynie Biali podjęli dialog z orędownikiem komunizmu i starali się dyskusje prowadzić w kierunku nie-politycznym. Tajwańczycy oniemieli. Nie potrafili zabrać głosu. A zwykle są bardzo aktywni.
Po wykładzie rozmawiałam z Amerykanami, którzy wyrażali swe oburzenie głupotą profesora z lądu. Nie mogłam pozwolić na zupełne ośmieszenie naszego gościa. Jego teraźniejszość, a moja przeszłość jakoś się łączą. Na pewnym poziomie rozumiem go. Wiem, jak się musi czuć na tej obcej ziemi, gdzie teoretycznie wszystko możesz. Jak ryba wyrzucona z wody, która dławi się powietrzem.
Wytłumaczyłam zdziwionym Amerykanom, że całkiem możliwe, iż nasz gość ma wyprany mózg, ale równie możliwe jest, że musiał powiedzieć, to co słyszeliśmy. Przekonany, że ktoś na niego doniesie, iż nie mówi, tego co ma powiedzieć, wygłosił pochwałę reżimu, który zapewnia mu pracę i dom.
Wykład profesora z lądu był dla mnie maszyną, która przeniosła mnie w czasie. Do mojego dzieciństwa. Do tych ludzi, którzy w nocy wpadali po jedzenie do naszego domu, a potem dalej uciekali.
O tym, jak niektórzy się utożsamiają z gwałcicielami, czyli wywiad z ministrem spraw wewnętrznych i administracji Grzegorzem Schetyną.
“Monika Olejnik: Panie premierze, czy to nie jest rzecz zawstydzająca to, co pan wczoraj powiedział w Polskim Radiu, na temat wyroku, kary, którą dostał Jakub T. – „dla mnie to był szok, nie tylko, że został skazany, że sąd uznał go winnym, ale że kara jest tak dotkliwa”.
Grzegorz Schetyna: Dlatego, że rozmawiałem o tym z prawnikami, to porównywano, rozmawialiśmy o tym, jak różne jest prawodawstwo w Polsce i w Wielkiej Brytanii.
Monika Olejnik: Chciałam panu powiedzieć, że to jest podwójne dożywocie i chciałam panu powiedzieć, że Jakub T., gdyby był sądzony w Anglii to po 9 latach mógł wyjść na wolność, a w polskim prawie jest tak, że jeżeli ma się dożywocie to się wychodzi na wolność, można się starać po 25 latach.
Grzegorz Schetyna: Nie ma dożywocia w Polsce, a za taki czyn, tak jak słyszałem można było otrzymać do 15 lat. Ja mówię tylko o szoku i nie chciałem i nie odnosiłem się do sprawy prawnej, czy konsekwencji prawnych, mówiłem tylko o dotkliwości wyroku, ale mówiłem to w kontekście atmosfery, która w Polsce była przez ostatnie dni.”
“Monika Olejnik: Nie, dla mnie jest to szok, jak premier polskiego rządu, wicepremier mówi tak: „ale zawsze to jest tak, że jeżeli mówimy o Polaku, o rodaku, który ma problemy za granicą, zawsze siłą rzeczy jesteśmy po jego stronie” – pan jest po jego stronie?
Grzegorz Schetyna: To jest kwestia emocji wszystkich Polaków.”
Jakoś nie potrafię się wczuć w nieszczęśliwy los Jakuba T.
Niektórzy Polacy, przebywający na wyspie, regularnie śledzą wieści znad Wisły, a ja raz na pół roku robię update i mi starcza na kolejne sześć miesięcy.
*[fragmenty wywiadu ze strony, do której podałam linka]
W ten weekend na wyspie Hajnan miało/ma miejsce ekonomiczne forum, podczas którego doszło do nieoficjalnego spotkania przyszłego (od 20 maja 2008 roku) wice-prezydenta Tajwanu Franka Siew i prezydenta ChRL Hu Jintao.
W wywiadzie z Financial Times Ma Yingjiu (nowy prezydent Tajwanu) stwierdził, że nie poleciał na Hajnan, ponieważ obawiał się krytyki ze strony wyborców. Prezydent elekt woli nie wzbudzać podejrzeń, że jest za zjednoczeniem z chińskim bratem. Misję rozmów z ChRL zlecił swojemu przyszłemu zastępcy.
Ma Yingjiu w wywiadzie z Financial Times trzymał się dzielnie swojego programu wyborczego, poza wyznaniem, że prezydent nie może osobiście zająć się kwestią stosunków z ChRL, nie powiedział nic nowego.
Tajwańskie media przez ostatni tydzień rozkoszowały się wiadomością, że prezydent elekt nie życzy sobie, aby na znaczkach, upamiętniających jego wygraną w wyborach prezydenckich, była tylko nazwa “Taiwan”, ma być: “Republic of China”.
Jestem niezmiernie ciekawa, kiedy prezydent elekt sam ruszy na Pekin z prośbą o przyjęcie 23 milionów ludzi.
*Korzystałam również z artykułu w The Economist z 12 kwietnia 2008 roku, strona 32.
komentarze