korrida

17 06 2008

„Złap byka za rogi.”

Łatwo powiedzieć!

Byk z daleka ma wielkie rogi, w ogóle wydaje się zbyt straszny z oddali. Obchodzę powoli całą arenę dookoła i się przymierzam do walki. Patrzę na byka i mierzę swoje możliwości. Ile mam siły w rękach? Na ile mój wzrok jest sprawny? Czy pokonam go za pierwszym, czy może za drugim ciosem?

Sytuacja nie przedstawia się prosto. A co jeśli nie starczy mi siły w rękach? A jeśli, to czego się nauczyłam i wyćwiczyłam to za mało na takiego byka? Jeśli moja zręczność mnie zawiedzie?

Dookoła piach się unosi. Upał. Słońce razi prosto w oczy. Niewiele widzę, pozostaje tylko zmysł węchu i słuchu. Nasłuchuję jego kroki, wyczuwam pot, który spływa po zmęczonym ciele zwierzęcia. Słyszę jego dyszenie. Przystanął. Zasłonięty przez unoszący się piach, czuje się pewniej, niż ja. Jego węch jest sto razy lepszy od mojego. Pewnie już wie, że się boję i miecz w mojej ręce nie został dotąd splamiony krwią zwierzęcia.

Dlaczego zawsze chciałam zostać matadorem? Dlaczego zawsze podejmuję ryzyko i idę na walkę sama z nieznanym… A może ten byk nie będzie taki straszny?





tylko na chwilę

13 04 2008

A man said to the Universe:

“Sir I exist!”

“However,” replied the Universe,

“The fact has not created in me

A sense of obligation.”

Stephen Crane

W naszym małym laboratoryjnym świecie nastał czas chaosu. Okazuje się, że już niedługo nasza szefowa opuszcza wyspę wraz z rodziną. Bynajmniej nie na czas wakacji. To oznacza koniec wielu rzeczy, a zarazem początek. Ludzie nie śpią po nocach. Debatują, co to będzie. Zaczynają podejmować szybkie decyzje…Gdy usłyszałam tą nowinę, od razu miałam kilka nowych scenariuszy. Jedyne, co mnie trzyma w napięciu, to fakt, że nie mogę jeszcze zdecydować, który scenariusz wprowadzać w życie. Jak zawsze muszę czekać. Reszta współpracowników jest zła na naszą szefową. Uważam, że niesłusznie. Oczywiście wzbudzam negatywne reakcje z powodu braku wyrazu zmartwienia na mojej twarzy. To jedynie potwierdza, że jestem niedojrzała, ponieważ nie mam męża, ani dzieci. Stąd niczego nie rozumiem.

Gdyby wszystko było takie proste! W każdym razie tu należą się moje wielkie i dozgonne podziękowania dla mojej byłej wychowawczyni pani Cymbaluk, która sprawiła, że żadna zmiana, która mnie spotyka nie jest zła. Niektórzy mogą się doszukiwać w tym zdaniu sarkazmu, ironii, a ja całkiem poważnie i bez żadnego uśmiechu jej dziękuję. Choć zapewniam, że wtedy byłam daleka od dziękowania. Z czasem wszystko nabiera innych kolorów. Złe doświadczenia powinny być traktowane, jak klejnoty. To one kształtują nas najbardziej. Najważniejsze, to dostrzec ich pozytywne przesłanie. Pani Cymbaluk na zawsze może liczyć na miejsce honorowe w moich doświadczeniach.

Nie uważacie, że większość błędów, które popełniamy wynika z faktu, że gdzieś tam w głębi naszych umysłów myślimy o sobie, jako o centrum wszechświata? Wszystko jest dla nas. Drzewo daje mi cień. Słońce opala moją skórę. Woda myje moje ciało. To jest dla mnie, potrzebne mi do życia. Jestem centrum, które musi przetrwać na Ziemi… Jak długo? 30 lat? 40 lat? 60 lat? A może i przyjdzie mi tu być 90 lat… długo? Ha ha ha…zależy dla kogo. Najstarsza sekwoja liczy sobie 2200 lat. Może dożyję setki, ale na pewno nie będę w porównywalnej kondycji do na przykład 600 letniej sekwoi.

Jestem tutaj tylko chwilę. I co zrobię przez tą chwilę? Komu pomogę, a komu nie? Z kim się pokłócę, a z kim pogodzę? Kogo będę nienawidzić do końca mych krótkich dni tu na Ziemi, a kogo będę kochać aż po sam koniec? Codziennie jakiś nowy wybór przed nami się pojawia.

Zapominamy w naszej złości, czy bólu, że jutra może nie być. I co wtedy? Czy nasze pogrążenie w bólu komuś tu pomoże? Czy nasza złość wpłynie na tych, co tutaj mają jeszcze do oderwania kilka kartek więcej od kalendarza?

“Smeared black ink… your palms are sweaty
And I’m barely listening to last demands
I’m staring at the asphalt wondering what’s buried underneath where I am

I’ll wear my badge… a vinyl sticker with high block letters adherent to my chest
That tells your new friends I am a visitor here…
I am not permanent
And the only thing keeping me dry is where I am”

Fragment piosenki The Postal Service, “The district sleeps alone tonight”.





chińskie ciastko z wróżbą

17 01 2008

Chyba większość z nas zna chińskie ciastko z wróżbą. Prędzej, czy później w którymś momencie naszego życia, gdzieś w jakiejś azjatyckiej restauracji lub na jakimś bazarze ktoś nam wciśnie do ręki takie księżycowe ciastko ze zwiniętym papierkiem w środku, zamiast nadzienia.
Chińska kuchnia jest niezmiernie zróżnicowana i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Obojętnie czy uwielbiasz ostre potrawy, słodkie, kwaśne, słone każdy region ma coś innego do zaoferowania. Lista dań wydaje się nie mieć końca.
Z natury jestem łasuchem i to co mnie bardzo zawiodło w chińskiej kuchni to są desery. Zupełny brak wyobraźni jeśli chodzi o ciasta i inne słodkości. W tym względzie chińska populacja ma jeszcze wiele do odkrycia. Ze względu na brak własnych pomysłów w tej dziedzinie, naśladują pomysły Obcych. Z różnym skutkiem, jak można się domyślać. Gdy brak glukozy wyjątkowo mi doskwiera, pocieszam się, że przynajmniej nie przytyję, bo nie ma od czego :D
Ale wracając do ciastek z wróżbą….które powszechnie są uznawane za chiński wynalazek…Cóż moi drodzy! Nawet tak prostego ciastka nasi Chińczycy nie potrafili wymyślić!!! Właśnie przeczytałam, że ciastka są pochodzenia japońskiego, a nasi chińscy przyjaciele przejęli pomysł, będąc na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Nic więc w tym dziwnego, że chińskich ciastek z wróżbą nie znalazłam w swych podróżach po kontynencie (ChRL), ani na wyspie. Choć na Tajwanie w niektórych restauracjach podają ciastka z wróżbą, ale są to miejsca dla Białasów, Tubylec nie jest targetem tych restauracji. Ot i cała bajka o chińskich ciastkach…
Czy ktoś ma ochotę importować polskie ciasta na Tajwan? Będę głównym klientem! ;)





wiosna w grudniu

28 12 2007

Pogoda zwariowala. Prawdziwa wiosna, taka polska wiosna za mym tajwanskim oknem sie rozgrywa. Dzis po wypelnieniu uczelnianych obowiazkow zmykam napawac sie moja polska wiosna w grudniu na Tajwanie.

A poza tym…

“Miłość to wszechpotężna migrena,
Jaskrawy kleks, który kapnął
Na wzrok i zalał rozum
.

Symptomy prawdziwej miłości
To wychudzenie, zazdrość,
Spóźniające się świty (…)”

R. Graves w tlumaczeniu Baranczaka.

Coz wiecej mozna byloby dodac? Wiosna, wiosna :D  oby trwala dlugo!

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku z zalanego sloncem Taipei…