rozmowy z Innymi

12 03 2008

Istnieją pewne standardy, wzory zachowań, które się powtarzają. Czasem niektóre z nich są częstsze w jednej kulturze, a rzadsze w innej. Gdy już z wiekiem oswoimi się z tymi matrycami, to zaczynamy swobodnie się poruszać w bliskim nam otoczeniu.

Oczywiste wydaje się, że kobieta spytana o wiek, będzie skrępowana i całkiem prawdopodobnie nie poda nam prawdziwej cyfry, lub inteligentnie uniknie odpowiedzi. W innych kręgach kulturowych pytanie o wiek kobiety jest takim samym pytaniem, czy dzisiaj padało.

Mam nałożony na swoje receptory tajwański standard komunikowania się. Niczym kameleon poruszam się pomiędzy bardzo różnymi światami. Przemiany nie wymagają ode mnie jakiejkolwiek kontroli, czy specjalnego planowania. One stają się samoistnie. Jakbym żyła w symbiozie pomiędzy różnymi światami. Niejednokrotnie w mgnieniu oka rozpoznaję sytuację i przewiduję jej dalszy bieg.

Z rzadka system się zawiesza. Mieszają się dwa odrębne programy i jeden od drugiego wymaga ustąpienia. Walka jest zacięta, czasem doprowadza do restartu całej maszyny.

Dziś miałam ochotę na restart, ale zdołałam odnaleźć w sobie dość siły, aby bez drastycznych środków doprowadzić oba programy do zgodnego funkcjonowania.

Trzeci rok mija mego pobytu tutaj. Po pewnym czasie niewinne pytania zadawane przez Tubylców, urastają do kategorii: Tortury stosowane przez wiecznie uśmiechniętego Tubylca. Do listy pytań standardowych tortur można zaliczyć: Dlaczego przyjechałeś/-aś na Tajwan, a nie do ChRL?

Jeśli słyszysz to pytanie po raz setny, to niewątpliwie rodzi się myśl: Jaką odpowiedź wymyślić, aby nie zadano dalszych pytań w tym temacie?

Niestety nie wystarczy: Nie wiem. Tak sobie, bez przyczyny. Na początku zgodnie z prawdą opowiadałam całą historię moich początków relacji z Tajwanem, a potem już zrezygnowałam. Zbyt dużo pytań rodziła moja historia….I możecie mi uwierzyć, że nieważne jak interesująca historia by była, za setnym razem traci ona swój urok….

Dziś mieliśmy spotkanie z innymi grupami naukowymi. Ledwo zajęłam miejsce obok osobnika w okularkach, wpatrzonego w kartkę, już wiedziałam, co mnie czeka.

Rzadko kto wybiega poza standard zadawanych tortur. A już najgorsze jest, gdy ktoś mówi: byłem w Czechach, to jest na wschód od Polski, prawda? I zawsze pytają o nasze “polarne zimy” i o to, czy ZSRR nadal nami rządzi.

Mój rozmówca w okularkach, który spędził dwa tygodnie w pięknej Pradze wymęczył mnie dziś solidnie. Wszystkie jego pytania zostały trafnie przewidziane przez mój tajwański program. Bywają chwile, że polski program dochodzi do głosu, ale jego funkcjonowanie nijak się ma do tajwańskiej wersji. Aby Tubylec mógł zrozumieć polską wersję, trzeba poświęcić trochę czasu….a nie zawsze moje baterie są pełne energii. Dziś bez jakiegokolwiek wysiłku udzieliłam moich standardowych odpowiedzi na bardzo standardowe pytania. Nasz dialog brzmiał niemal jak równomiernie odbijana piłeczka w ping pongu. Tubylec był zachwycony, że wykazał zainteresowanie Obcym i dzięki temu zainteresowaniu pozwolił mi się poczuć swobodniej na nieznanej mi Ziemi. A ja z kolei po raz enty zrozumiałam, że na zawsze pozostanę Obcą, tą Inną i trzeba się z tym pogodzić.





chińskie ciastko z wróżbą

17 01 2008

Chyba większość z nas zna chińskie ciastko z wróżbą. Prędzej, czy później w którymś momencie naszego życia, gdzieś w jakiejś azjatyckiej restauracji lub na jakimś bazarze ktoś nam wciśnie do ręki takie księżycowe ciastko ze zwiniętym papierkiem w środku, zamiast nadzienia.
Chińska kuchnia jest niezmiernie zróżnicowana i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Obojętnie czy uwielbiasz ostre potrawy, słodkie, kwaśne, słone każdy region ma coś innego do zaoferowania. Lista dań wydaje się nie mieć końca.
Z natury jestem łasuchem i to co mnie bardzo zawiodło w chińskiej kuchni to są desery. Zupełny brak wyobraźni jeśli chodzi o ciasta i inne słodkości. W tym względzie chińska populacja ma jeszcze wiele do odkrycia. Ze względu na brak własnych pomysłów w tej dziedzinie, naśladują pomysły Obcych. Z różnym skutkiem, jak można się domyślać. Gdy brak glukozy wyjątkowo mi doskwiera, pocieszam się, że przynajmniej nie przytyję, bo nie ma od czego :D
Ale wracając do ciastek z wróżbą….które powszechnie są uznawane za chiński wynalazek…Cóż moi drodzy! Nawet tak prostego ciastka nasi Chińczycy nie potrafili wymyślić!!! Właśnie przeczytałam, że ciastka są pochodzenia japońskiego, a nasi chińscy przyjaciele przejęli pomysł, będąc na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Nic więc w tym dziwnego, że chińskich ciastek z wróżbą nie znalazłam w swych podróżach po kontynencie (ChRL), ani na wyspie. Choć na Tajwanie w niektórych restauracjach podają ciastka z wróżbą, ale są to miejsca dla Białasów, Tubylec nie jest targetem tych restauracji. Ot i cała bajka o chińskich ciastkach…
Czy ktoś ma ochotę importować polskie ciasta na Tajwan? Będę głównym klientem! ;)





Nowy Rok w Taipei

16 01 2008

Z lekkim opóźnieniem, za co proszę mi wybaczyć, dostarczam filmik z pokazu sztucznych ogni w Sylwestra przy najwyższym budynku 101.





najwyższy budynek

23 12 2007

Popularnie zwany Taipei One “O” One, czyli 101 :)

Taki widok mają niektórzy, gdy wyjdą z domu. W Sylwestra najbardziej oblegane miejsce w Taipei. Co roku miasto wydaje mnóstwo pieniędzy, aby zabawić gawiedź nowymi ogniami sztucznymi. Co roku od godziny 18:00 ludzie zaczynają zajmować miejsca pod budynkiem (tego akurat nie rozumiem, co można stamtąd zobaczyć), a inni w okolicznych knajpach lub na dachach sąsiednich, albo dalszych budynków.

Najtrudniejsza jest przejażdżka metrem dnia 31 grudnia. Jeśli tego jeszcze nie doświadczyliście, to koniecznie spróbujcie w tym roku i nie zapomnijcie o aparacie fotograficznym!

Wesołych Świąt dla tych tu i tam!