Łatwo jest się przyzwyczaić, że rozumiesz, co ludzie wokół Ciebie mówią. Posiadasz klucz, kod, dzięki któremu otwierają się wszystkie drzwi. Ile tracę, gdy nie znam języka? Ile zachowań źle zinterpretuję, ponieważ brak mi kodu do rozszyfrowania myśli Innego?
Siedzę właśnie w Indonezji i po raz pierwszy od dłuższego czasu jestem w kraju, którego języka nie znam. Pozostaje angielski, ale nie taki, jak Wy znacie. Azjatycki angielski nie ma nic wspólnego z naszym podręcznikowym lub tym żywym angielskim. Jest prosty, bardzo prosty. Najważniejsza zasada to nie używać długich fraz, krótkie, łatwe wyrażenia sprzyjają szybkiej komunikacji. Wszelkie formy grzecznościowe, tryby przypuszczające można schować między książki. Używanie wypowiedzi wielokrotnie złożonych może doprowadzić do nieporozumienia.
Mój pobyt tutaj jest stanowczo za krótki, aby moje spostrzeżenia można było uznać za nieomylne. Brak znajomości języka dodatkowo odgradza mnie od mieszkańców, więc wszystko, co tu napiszę jest jedynie wrażeniem Obcego, który wylądował w nieznanym miejscu i wszystko, co może zrobić to obserwować i porównywać z tym, co do tej pory poznał.
Do tej pory każdy azjatycki kraj, który odwiedziłam zaskakiwał mnie swoją bogatą kolorystyką w stosunku do ChRL i Tajwanu (nie wspominam o mniejszościach narodowych na terenie Państwa Środka, bo to jest odrębna historia). Indonezja również lubuje się w ciepłych barwach. Bracia Chińczycy i Tajwańczycy wolą raczej stonowane barwy i rzadziej niż mieszkańcy Azji Południowo-Wschodniej odkrywają ramiona. Częściej można też zaobserwować śmiech na twarzach Indonezyjczyków. Nie widać, aby bali się mówić po angielsku, co jest nagminnym problemem Tajwańczyków, którzy milkną ilekroć mają odezwać się w obcym języku. Angielski Tajwańczyków jest o wiele lepszy, niż Indonezyjczyków, a jednak bez znajomości chińskiego moźe być o wiele trudniej Obcemu na Tajwanie, niż ze słabą znajomością jedynie angielskiego w Indonezji.
Tajwańczycy należą do bardzo zabobonnych, ale gdzieś na drodze swych kontaktów z Obcymi, dowiedzieli się, że w świecie Białych zabobony są wyśmiewane i traktowane jako bajki do straszenia dzieci. W drodze ewolucji mieszkańcy Ilha Formosa nauczyli się nie mówić o swoich wierzeniach i nie dzielić się wiedzą o przesądach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Obcy rzadko kiedy ma dostęp do tej wiedzy. Jednym z warunków, aby poznać ich wierzenia jest znajomość języka, pewien stopień asymilicaji. Gdy Tajwańczyk osiągnie pewność, że zostanie zrozumiany, a nie wyśmiany opowie nam o równoległym świecie duchów, o który się ocieramy każdego dnia.
W Indonezji wydaje się być inaczej. Nikt niczego nie ukrywa. Może ta postawa sprawiła, że mam wrażenie, jakby różne stwory, demony czyhały na mnie na każdym rogu. My odpukujemy w drewno, a oni tutaj cały czas w coś pukają, albo otrząsają ze złej, lub po prostu obcej energii.
Żałuję, że nie znam ich języka, aby móc poznać ich stosunek do Białego. Spodziewam się, że jest dość podobny do reszty azjatyckich państw.





Nareszcie cos napisalas. Bylam ciekawa Twoich wrazen. Zawsze pokazujesz cos od innej strony niz na ogol sie rejestruje w pamieci.
Pozdrawiam.
Czasu brak, a tematy sie gromadza…