errare humanum est

16 08 2007

Nie potrafię gotować.  Sumienie nie do końca pozwala mi się zgodzić z tym stwierdzeniem, ponieważ mi bardzo smakują przeze mnie gotowane potrawy. Gorzej, jeśli chodzi o zdanie innych w tej kwestii. Oprócz mojej mamy, nikt nigdy negatywnie wprost się nie wyraził na temat moich zdolności kulinarnych. Wszyscy grzecznie przełykali kęs za kęsem.

W czym jest problem? Otóż, bardzo wyraźnie odczuwam smaki wszystkich warzyw, i.t.p., co wpływa na znikomą ilość dodawanych przypraw. Z czasem odkryłam, że wielu moich znajomych nie czuje nic, jeśli czegoś nie posoli, lub nie doda dużej ilości czerwonej papryczki.

Wszyscy, którzy mnie znają dość długo, wiedzą o mojej przypadłości. Kiedyś (siedem lat temu), mieszkało ze mną w Taipei w jednym mieszkaniu czworo osób. Każdy był z innego kraju. Raz na jakiś czas ktoś coś ugotował. Nigdy nikt ode mnie nie wymagał przygotowywania posiłku. Tajemnicą Poliszynela był mój brak zacięcia do pichcenia. Specjalnie nie wyrażałam chęci do stania przy garnkach, co spotykało się z całkowitym zrozumieniem.

Jednakże pewnego dnia mężczyzna, któremu chciałam zaimponować, rozchorował się. Co postanowiłam? Oczywiście, że ugotuję mu rosołek hahaha  :D

Zakupiłam kurę, warzywka i weszłam do naszej brudnej kuchni. Gdy zobaczyłam oblepione garnki, brudną kuchenkę, pełny zlew naczyń, zabrałam się do sprzątania. Wypucowałam całą kuchnię, od podłogi niemal po sufit. Następnie przystąpiłam do gotowania. Cała operacja zajęła mi trochę czasu. Wybrałam porę dnia, gdy żadnego z moich współlokatorów nie było w domu, aby nikt się nie pytał, dlaczego gotuję. Z pewnością nie uniknęłabym mnóstwa żartów i dowcipów. Wówczas potrzebowałam możliwości skupienia się i szybkiego wykonania zadania.

Gdy tylko rosołek był gotowy, owinęłam garnek w reklamówkę i wyruszyłam do nic nie podejrzewającego chorego. Zadowolona, pełna wiary we własne zdolności kulinarne maszerowałam ulicą. Niespodziewanie na mej drodze stanęły dwie dziewczyny, z którymi wtedy mieszkałam. Zatrzymały mnie. Bardzo chciałam gdzieś schować garnek, albo udać, że to wcale nie jest garnek. Niestety zauważyły moje zmieszanie i zapytały, gdzie ja idę z tym garnkiem i co tam jest. Nigdy nie byłam dobra w kłamaniu, więc powiedziałam prawdę. Ich śmiech nie miał końca. Historia rosołku prześladowała mnie później przez jakiś czas. Musiałam dla mych współlokatorów ugotować kolejny rosołek, aby przestali mi dokuczać. ;-)

Od tamtych wydarzeń minęło siedem lat. Czy coś się zmieniło? Zaczynam w to wątpić. Ponownie postanowiłam ugotować obiad, aby zaimponować. Kiedy wreszcie się nauczę, że gotowanie nie jest w moim przypadku najlepszą metodą na drogę do serca? Oj, zanosi się na niezłą komedię.


Operacje

Informacja

2 odpowiedzi

16 08 2007
gryba

Może przestań się zastanawiać jak inni odbiorą Twoje gotowanie, tylko spróbuj wyobrażać sobie smaki i ich połączenia. To jest zabawa!

16 08 2007
podniebem

wlasnie ta wyobraznia sprowadza mnie na manowce

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.